
Peru , hmm, co przychodzi nam na myśl, gdy myślimy o tym kraju ? Pierwszym skojarzeniem dla większości, będzie oczywiście
Machu Picchu, Andy i pochodząca stamtąd muzyka grana przez kolorowo ubranych niskich Indian. Dla pamiętających coś więcej z lekcji geografii, pojawią się jeszcze takie fakty jak: wielkie jezioro Titicaca, stolica Lima, język hiszpański oraz
smakowite świnki morskie , dodajmy jeszcze Cuzco(kojarzycie kreskówkę?:) ), kanion Colca i plan zwiedzania większości turystów gotowy.
Jednak my zdecydowaliśmy inaczej. Od dawna fascynowała nas dżungla, szczególnie ta największa - Amazońska. Owiana
tajemnicą w książkach, demonizowana w filmach akcji i niesamowicie wciągająca w programach BBC. Kto by nie chciał, choć raz poczuć się jak David Attenborough? Zdecydowaliśmy, że najważniejszym punktem wyprawy będzie Iquitos,stolica dżungli. A co z monumentalnym Machu Picchu, marzeniem podgrzewanym zdjęciem z jednej perspektywy? Tam możemy pojechać za rok, a jak nie to i za 30 lat. Usługi turystyczne, dojazd (a raczej
przetransportowanie człowieka) jest doprowadzone do takiej perfekcji, że i starszy Pan dostanie się na szczyt. Co prawda aklimatyzacja zajmie mu tydzień i będzie miał wolniejsze tempo, ale na pewno da radę!

Iquitos. Czytaliśmy o nim, oglądaliśmy filmy o "Mieście dla zuchwałych". Stało się ono miejscem, które nas zafascynowało i przyciągało swoją niedostępnością, historią oraz wieloma pewnie
przerysowanymi opowieściami. Jest to największe na świecie miasto, do którego nie prowadzi żadna droga (jest tylko ok 50 km. droga do Nauty,na południe od Iquitos). Miasto przeżyło eksplozje rozwoju dzięki przemysłowi kauczukowemu, drzewnemu (do dziś) i oczywiście ropie. Mówi się o nim, że jest brama do dżungli dla turystów oraz szeptem... bramą do transportu narkotyków. Bardzo chcieliśmy sprawdzić jak tam jest naprawdę, czy jest to dzikie, wolne miasto szczęśliwych ludzi, bezkrólewie i eldorado ludzi przedsiębiorczych, czy może niebezpieczne i groźne niczym Ciudad del Este w Paragwaju?
Dodatkowym (dla nas istotnym) powodem były też temperatury, zdecydowanie wolimy 25 st. w nocy niż -5 st. przy jeziorze Titicaca.

Ostatnimi - i najbardziej prozaicznymi powodami, które spowodowały ,że zdecydowaliśmy się na dżungle, był bardzo ograniczony
czas oraz pieniądze. Zwiedzanie najsłynniejszego inkaskiego miasta kosztuje ok 500 PLN, podobną sumę zapłaciliśmy za 3 dni spędzone w dżungli, łowiąc piranie, karmiąc małpy i pływając (wpław) w amazonce.
A wy co byście wybrali?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz