
Szczególnie złą sławą cieszy się Lima, pierwsze wrażenie? Niezbyt pozytywne - taksówkarz sprawdza przed wyjazdem czy bagażnik jest dobrze zamknięty i.. dwukrotnie czy wszystkie drzwi są zamknięte (a jeszcze nie wyjechaliśmy z lotniska). Innym razem, taksówkarz przy siedzeniu trzymał kij bejsbolowy, tłumacząc, że
"niektórzy kierowcy są szaleni, więc trzeba sobie radzić".
Mam wrażenie, że wszystkie ostrzeżenia i środki ostrożności są przesadnym dbaniem o bezpieczeństwo przyjezdnych, niż rzeczywistymi zagrożeniami. Pod jednym warunkiem: myślimy i nie pchamy się tam gdzie nas nie chcą. Warszawa, Wrocław, Barcelona czy Paryż - każde miasto ma swoje "osławione" niebezpieczne okolice, to na pewno nie wzięło się znikąd. Jednak w 90% są to okolice, w których nie ma nic interesującego dla turysty (biedne, zaniedbane dzielnice), a na dodatek zostaniemy ostrzeżeni przez localsów, aby lepiej tam nie iść.
W Peru wszystkie kontrole bezpieczeństwa, nieustanne sprawdzanie paszportu i przeszukania są bardzo powierzchowne. Najlepszym przykładem był nasz autobus do Paracas (ok 25 PLN, Cruz del Sur - rezerwowany wcześniej przez internet). Na dworcu, po odebraniu biletu zostaliśmy skierowani (jak na lotnisku) na zdanie dużego bagażu - po zważeniu dostaliśmy kwitek do odbioru, a następnie kolejka i... sprawdzanie paszportów i biletów. Tuż przed wejściem do autobusu kontrola bagażu podręcznego, polegająca na... oklepaniu i wsadzeniu reki do środka. Mina i zachowanie ochroniarza mówiło wszytko - zero dokładności, pytań, a już na pewno chęci do znalezienia czegokolwiek. Czysta formalność. Zadowoleni zajęliśmy miejsca w autobusie, a przed odjazdem jeszcze jedna "formalność". Każdy pasażer został sfilmowany przez następnego ochroniarza,który był również wyposażony w alkomat. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, ze owe urządenie było przeznaczone nie dla kierowcy, ale dla pasażerów. Musieliśmy się przyzwyczaić do tego typu przeszukań i sprawdzania paszportu przy każdej możliwej okazji. Kontrola na lotnisku trochę lepsza, ale nie wiele. Zakaz wnoszenia napojów w butelkach i płynów? Mnie specjalnie nie dotyczył, pomimo wielkich zakazów na każdym kroku..
Wreszcie dotarliśmy do Iquitos, podobno miasta bez policji, pełnego rzezimieszków i przemytników narkotyków... Jeden locals powiedział nam wprost... "my (mieszkańcy rejonu Loretto) jesteśmy za leniwi na porwania, teroryzm czy gwałty, najwyżej kradniemy". Właśnie! Złodzieje są wszędzie, a im
biedniejsza okolicy lub im więcej turystów tym złodziejstwo większe. Iquitos jest pełne policji (skorumpowanej), ochroniarzy (nic nie robiących) i wojska (bogatego i bardzo leniwego). Oni na pewno Ci nie pomogą, dlatego trzeba uważać. Pozostawienie czegoś bez opieki, chodzenie obwieszonym lśniącym nowością sprzętem elektronicznym i złotem na pewno przyciągnie złodziei. Nasz hostel był okradany wielokrotnie - podczas naszego pobytu (akurat byliśmy w dżungli), ukradli butle gazową, kuchenkę, łódź i kilka innych rzeczy. Naszych plecaków nie ruszyli - były zamknięte w schowku, a do tego nie było tam nic cennego. A jak kradną? Metod jest wiele. Najpopularniejsze to oczywiście kradzież kieszonkowa , wyrwanie aparatu/torebki w chwili nieuwagi oraz okradanie hostelowych pokoi - gdy nas nie ma lub jak śpimy. Zdarzają się też napady na autobusy (choć pytając o nie, wszyscy słyszeli, ale nikt nie zna ani jednej osoby tak okradzionej), napady z bronią w ręku i podobno porwania. Im poważniejsze przestępstwo tym ofiara jest dłużej obserwowana. Jeśli będziemy ostrożni, bez problemu zminimalizujemy ryzyko kradzieży.

W Iquitos znajduje się farma motyli (wstęp 20 soli), na której znajduje się też schronisko dla amazońskich zwierząt, kupionych nielegalnie przez turystów lub zarekwirowanych przez Ica Police. Jednym z takich zwierzaków jest Tony Piranha, małpka, Kapucyn, który był wyszkolony w kradzieżasz kieszonkowych.
Osobnym i o wiele częstszym niebezpieczeństwem jest utrata pieniędzy przez różnego rodzaju oszustwa. W Iquitos, słynny jest pewien Brytyjczyk, który od kilku lat wyłudza pieniądze od turystów na tą samą historyjkę "napadli mnie, okradli mnie, a do tego mam złamany palec". Prawda jest nieco inna.. palec jest zrośnięty od dawna, tylko że.. w złą stronę, a on sam nie zbiera na jedzenie czy bilet tylko na swoje uzależnienie - narkotyki.

Trzeba też uważać na pieniądze - czy nie są fałszywe (nieprzyjęcie banknotu i prośba o inny nie jest niczym niezwykłym).
Reasumując:
- ufajmy swojej intuicji - jeśli nie czujemy się komfortowo w danym miejscu, na danej ulicy zawróćmy - nie ryzykujmy
- nie szpanujmy pieniędzmi i elektroniką
- pieniądze trzymajmy w wielu miejscach i schowkach (security belt, śmierdzące skarpetki, stanik itp.)
- róbmy rozeznanie ile co kosztuje i zawsze, kiedy jest okazja negocjujmy
- ludzie są życzliwy, my też bądźmy, ale miejmy zawsze z tyłu głowy "ostrożnie!"
W Peru nie czuliśmy zagrożenia, nie baliśmy się, że wszyscy myślą tylko jak nas okraść. Z odpowiednią dozą ostrożności i rozsądku nie ma się czego obawiać! Bardzo lubią Polaków :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz